środa, 18 lipca 2018

Fot.: Kamil Pik

Szanuję pracę rolnika

Sukces jest dla mnie kombinacją rozmaitych czynników, wśród których niebagatelne miejsca zajmują wyniki finansowe i zadowolenie załogi - mówi w rozmowie z nami Jacek Wyrębski, prezes wielokrotnie nagradzanego Ośrodka Hodowli Zarodowej w Osięcinach

Jacek Kowalski

Tagi: RIR rolnictwo Osięciny Wyrębski hodowla bydło krowy

9 października 2014, aktualizowano: 09-10-2014


W przyszłym roku okrągły jubileusz...
Tak jest. Ale będzie to także, a może przede wszystkim, czas na podsumowanie dekady mojej kadencji. Wcześniej ponad 10 lat pracowałem na stanowisku głównego hodowcy. A z rolnictwem jestem związany od dzieciństwa. Moi dziadkowie mieli gospodarstwo rolne, natomiast rodzice całe życie zawodowe spędzili w gospodarstwie wielkoobszarowym - właśnie w Osięcinach. Miałem zatem skąd czerpać wzorce. Stąd także wziął się mój głęboki szacunek dla ciężkiej pracy rolnika.



To teraz proszę się pochwalić i wymieć kilka sukcesów z ostatniego roku.
Wyliczenie wyłącznie sukcesów znacznie zubaża ich szeroką paletę. Ostatnie 20-30 lat to pasmo niekończących się sukcesów. Na pewno mogę powiedzieć, że w 2014 odnieśliśmy spektakularne sukcesy na ogólnopolskiej i regionalnej wystawie zwierząt hodowlanych, gdzie zgarnęliśmy wszystkie najważniejsze nagrody. Wymierne efekty przynosi realizowany program hodowlany, dzięki któremu doskonalimy cechy pokrojowe oraz genotypowe, co niewątpliwie przekłada się na wyniki produkcyjne oraz popyt na te zwierzęta.


Wiemy, jak jest - kwitnąco! Nagrody i puchary nie mieszczą się w jednym pokoju. A w jakim stanie przejmował Pan firmę?
Cóż, można powiedzieć, że przedsiębiorstwo przejmowałem w stanie pełnego rozkwitu. Była to zasługa mojego poprzednika i załogi, którą kierował. Już w tamtym czasie przedsiębiorstwo było gotowe, aby osiągnąć maksimum swych możliwości produkcyjnych i optymalnie wykorzystać zbudowany potencjał wytwórczy. Przy współudziale Agencji Nieruchomości Rolnych zakończony został zasadniczy proces inwestycyjny w produkcji zwierzęcej, który pozwolił w następnych latach ujawnić i wykorzystać potencjał genetyczny zwierząt.


Ale przecież nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej…
Tak, wciąż pojawiają się nowe problemy i wyzwania, zwłaszcza w sytuacji pogarszającej się koniunktury w rolnictwie. Obecnie skupiamy się na realizacji naszych zadań strategicznych, do których zostaliśmy powołani, a więc na doskonaleniu genetycznym zwierząt i na szerzeniu wśród rolników wiedzy w zakresie produkcji zwierzęcej i roślinnej.


No dobrze, dobrze. Pan mówi o codziennej pracy, a ja jeszcze wrócę do tych sukcesów. Panie Prezesie, jak to się robi?
Sukces to dla mnie pojęcie trudne do zdefiniowania, także na płaszczyźnie zawodowej. Dla niektórych będzie to maksymalizacja zysku - i z takim podejściem mamy najczęściej do czynienia. Dla innych - zwiększenie udziału w rynku, co też może przełożyć się na zysk, a dla jeszcze innych unikatowość. Dla mnie sukces jest kombinacją różnych czynników. Na pierwszym miejscu postawiłbym osiągnięcie pozycji niekwestionowanego lidera wśród podmiotów szerzących postęp hodowlany, dzięki doskonaleniu genetycznemu bydła mlecznego. Cel ten nie może jednak pozostać w sprzeczności z sukcesem finansowym, bo on gwarantuje realizację tych pierwszych zamierzeń. Nie mniejsze znaczenie ma dla mnie również zadowolenie mojej załogi, ale to też jest uwarunkowane, przynajmniej w części, czynnikami materialnymi. Na pytanie, co zrobić, aby doprowadzić firmę do rozkwitu, odpowiedziałbym, że przede wszystkim potrzeba czasu, a poza tym należy się wykazać wytrwałością, konsekwencją, stanowczością. Zarządzanie wymaga również podejmowania decyzji trudnych, często niepopularnych, ale mam nadzieję, że takie wyzwania będą stawały przede mną rzadko.


Sukces sukcesem, ale jakie rafy Pan widzi na horyzoncie? I jak zamierza je Pan ominąć?
W ciągu ostatnich kilku, a nawet kilkunastu lat, mamy do czynienia z pogarszającą się sytuacją rolnictwa. Dowodem są coraz gorsze relacje między cenami sprzedaży naszych produktów a cenami zakupu środków do produkcji. Embargo na dostawy do Federacji Rosyjskiej również nie napawa optymizmem; odczuwamy to już obecnie z powodu spadających z miesiąca na miesiąc cen mleka. Relatywnie gorsza jest również sytuacja na rynku produktów roślinnych, przede wszystkim rzepaku. Najbardziej jednak dotkliwą, a i brzemienną dla nas w skutkach, jest zmiana w systemie dopłat bezpośrednich do gruntów. Limit w wysokości 150 tys. euro dla gospodarstw wielkoobszarowych spowoduje trzykrotny spadek wpływów z tego tytułu - będzie to miało niebagatelny wpływy na nasze wyniki finansowe i zachowanie płynności. Oczywiście, musi się znaleźć na to recepta. Myślimy o tym już w tej chwili. Przystąpiliśmy już do wprowadzenia ograniczeń na płaszczyźnie materiałowej oraz inwestycyjnej. Obawiam się jednak, że nie do końca zrekompensują one utracone wpływy.
Spotykamy również pewne problemy jeśli chodzi o wdrażanie nowych rozwiązań w dziedzinie postępu genetycznego. Oczekiwałbym rozwiązań systemowych w zakresie koordynacji działań w tej sferze.


Jakie ma Pan plany na przyszłość, w którym kierunku będzie się rozwijał ośrodek?
Nasze dalekosiężne plany są sprecyzowane już od kilku lat. Oczywiście wprowadzane są pewne korekty, gdyż nie żyjemy w oderwaniu od sytuacji polityczno-ekonomicznej. Otoczenie wewnętrzne i zewnętrze wywiera na nas wpływ. Jednak priorytetem jest dla nas utrzymanie i podnoszenie poziomu genetycznego naszego stada i szerzenie wiedzy na ten temat wśród rolników. To jest cel strategiczny. Nie mniejszą wagę przywiązujemy do produkcji roślinnej, która w blisko połowie stanowi zaplecze dla produkcji zwierzęcej. Tu są pewne rzeczy, które musimy udoskonalić. Ale obecnie wchodzimy już w system bezorkowy uprawy roli - na marginesie muszę zaznaczyć, że wymusza go na nas utrzymujący się od kilku lat dotkliwy niedobór wody. Rozpoczęliśmy również wykonywanie zabiegów agrotechnicznych systemem pasowym.


A jak układa się współpraca z zagranicą?
Została ona nawiązana już na początku lat osiemdziesiątych, kiedy wprowadziliśmy uszlachetnianie rodzimego bydła mlecznego. Polegała na imporcie materiału hodowlanego z Niemiec. W zakresie doskonalenia materiału hodowlanego współpraca ta jest prowadzona po dziś. Unasienianie zwierząt w spółce jest oparte na imporcie z USA, Kanady oraz krajów europejskich. Stosujemy oczywiście również nasienie krajowe. Nowe perspektywy w tym zakresie otwiera przed nami prowadzony ośrodek embriotransferu. Pozyskane tam zarodki być może znajdą nabywców również w krajach Europy Wschodniej. Współpraca z naszymi wschodnimi sąsiadami stoi pod znakiem zapytania do momentu ustabilizowania sytuacji politycznej w tym regionie.
Z krajami Europy Zachodniej m.in: Niemcami, Holandią, Finlandią - współpracujemy na płaszczyźnie doświadczeń żywieniowych. Mamy Ośrodek Badawczo-Wdrożeniowy, wyposażony w stanowiska amerykańskiej firmy American Calan, w którym mogą być prowadzone indywidualne doświadczenia żywieniowe na grupie maksymalnie 48 krów. Z ośrodka tego korzystają również krajowe firmy żywieniowe oraz ośrodki naukowe.


A jeśli chodzi o produkcję roślinną - to co Was czeka?
Produkcję taką prowadzimy na areale 2900 ha użytków rolnych. Jak już wcześniej wspomniałem stanowi ona zabezpieczenie paszowe dla bydła oraz produkcję towarową, która daje 35-40 procent wpływów. Największym zagrożeniem dla tej produkcji jest dotkliwy brak wody w krytycznej fazie rozwoju roślin oraz inne, niestety coraz częściej występujące niekorzystne zjawiska pogodowe: grad, wichury, wymarznięcia zimowe, wiosenne przymrozki. Posiadane zasoby wymagalne do prowadzenia tej produkcji uważam za wystarczające, jednak odczuwamy pewne braki powierzchni magazynowych. Wahania cen produktów roślinnych są również poważnym zagrożeniem dla efektywności tej działalności i końcowego wyniku.