środa, 18 lipca 2018

Czar zabytkowych traktorów [ZDJĘCIA]

Janusz Milanowski

Tagi: RIR Region Wieś Temat dnia

4 lipca 2013, aktualizowano: 16-12-2013


Aleksandra - tak prezes Michał Piotrowski nazwał swój ulubiony stary traktor rodem z Kuby. To na cześć tej lepszej połowy, która nie protestuje, gdy zasiedzi się w garażu.


W Golubiu-Dobrzyniu działa niezwykłe stowarzyszenie: RETRO-TRAKTOR. Czterdziestu pasjonatów i dwie pasjonatki od sześciu lat za własne pieniądze zbiera i restauruje stare ciągniki, maszyny, silniki spalinowe i wszelkie urządzenia rolnicze, które już dawno mogłyby przerdzewieć na złomowiskach.


Zgromadzili ponad 100 eksponatów, a najstarszy pochodzi z XIX w. Niektórzy mają nawet po 30 ciągników. Zrobili z nich prawdziwe, lśniące nowością cuda, na widok których wszystkim pasjonatom techniki żywiej biją serca.


Nie mają swojej siedziby ani miejsca ekspozycji. „Cuda” trzymają w swoich garażach i na podwórkach starannie przykryte plandekami. Pokazują je na zlotach, festynach, pokazach i wystawach, promując przy okazji swoje miasto.
Wyrwać Niemcom maszynę
Wszystko zaczęło się dlatego, żeby „wyrwać starą maszynę parową” przygotowywaną do wywiezienia do Niemiec. Maszyna należała do Agencji Nieruchomości Rolnych. 
- Jako osoby fizyczne nie mogliśmy nic zrobić - wspomina Michał Piotrowski, prezes klubu. - Dlatego zawiązaliśmy stowarzyszenie. Rozmawiamy w jego garażu przy odnowionej lokomobili, ale o niej za chwilę. 
Pan Michał urodził się na wsi. Skończył Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Gronowie i całe życie przepracował jako mechanik maszyn rolniczych w POM-ach, pegeerach i Kółkach Rolniczych.
- Pasją zbierania maszyn zaraził mnie kolega, pan Przystalski, który zajmował się tym poważnie. A ja chciałem mieć chociaż jeden traktorek - mówi prezes. - I znalazłem w Węgiersku starego farmalla z 1946 r. Panie, ja kilka lat o niego walczyłem. 
Właściciel raz chciał go przerobić na białoruśkę albo jakiś ładowacz, aż w końcu sprzedał mi za 450 zł. To był kompletny złom, ale zrobiłem z niego znowu traktor. 


Parowa sprawa honoru 
A z parową lokomobile, która przed wojną napędzała duże młocarnie na polach, było tak... To była sprawa honoru pana prezesa, ponieważ niejaki pan inżynier Dekarczyk z Grudziądza powiedział, że jej odtworzenie jest niemożliwe.
Jednak pan Michał postawił na swoim. Wszystkie części znalazł na złomie. Z nowych zakupił tylko parę rurek, zawory, manometr i płynowskaz.
Wał jest od fiata 125 p (przerobiony), duże koło zamachowe jest od sieczkarni, mniejsze od śrutownika, lejek - z butli tlenowej, końcówki komina - z butli gazowych, silnik parowy przerobiony jest z pompy Wartingtona, mechanizm unoszenia komina pochodzi od ciągnika RS 09, smarownice - odpowietrzniki centralnego ogrzewania - rok pracy z przerwą na trzy tygodnie pobytu w szpitalu z powodu kłopotów z sercem. 
Lokomobila została uruchomiona. Inżynier Dekarczyk zaniemówił.
Ursus, lotus, morgan
Na innym podwórku pan Michał demonstruje „gadżecik klubowy”: replika ursusa C 35. Zrobił ją Wiesław Błaszkiewicz, szewc z zawodu, a z serca mechanik. Na swym koncie ma też repliki aut: przepięknego, przedwojennego lotusa i morgana. - Na wszystkich zlotach pytają się ludzie, z którego roku jest ten lotus - opowiada ze śmiechem prezes Michał. - Mówimy, że z 2010. 
Lśniący, czarny lotus z czerwoną tapicerką stoi w piwnicy. Silnik, skrzynia i tylny most - od beemki. Kierownica z boazerii, wycieraczki od malucha.
Wszystko to ręczna robota. Jeździ na gaz, którego zbiornik mieści się w atrapie zapasowego koła. Cudo! - No, widzi pan jacy my bajkowi ludzie jesteśmy - śmieje się pan prezes patrząc na mój zachwyt.


Aleksandra z byłej NRD
Każdy z członków stowarzyszenia w czymś się specjalizuje. Pan Wit Sobecki, którego dwie córki to klubowe traktorzystki, zajmuje się elektryką. Jedna z nich, Anna, napisała nawet prace magisterską o ich i innych takich stowarzyszeniach. Natomiast jej siostra Ewa prowadzi stronę internetową (www.cgdretro-traktor.pl). 
„Nadwornym malarzem” jest pan Jan Wróblewski, znakomity lakiernik. Z kolei pan Andrzej Budny to największy kolekcjoner nie tylko ciągników, ale także starych motorów, których ma 80. Natomiast największą kolekcję samych ciągników ma pan Grzegorz Przystalski. Liczy ona 30 egzemplarzy. 
A pan Michał? Pan Michał ma m.in. „Aleksandrę”. Tak na cześć swej wybranki nazwał odnalezionego na terenach byłej NRD trümerlacka z początków lat 60., który wcześniej orał Kubę. - Musiałem jakoś wynagrodzić mojej drugiej połowie ten czas, który spędzam w garażu - wyjaśnia.