środa, 25 kwietnia 2018

Fot.: Jacek Smarz

Królik w rozmiarze XXL

Gdy otwieram klatkę, to kładą się i oczekują pieszczot. Nie są płochliwe, jak powszechnie sądzi się o królikach - mówi Jan Strzelecki z Jedwabna, hodowca królików rasy olbrzym belgijski szary, w rozmowie z Janem Oleksym.

Jan Oleksy

Tagi: RIR króliki olbrzym belgijski hodowla zwierzęta hobby

24 października 2016, aktualizowano: 24-10-2016

W królikarni czuję przyjemny zapach ziół...
To pachnie siano z lucerny, którą ścianam kosiarką, ale zbieram ręcznie, żeby nie pokru­szyć listków i kwiatów, które są najważniejszym składnikiem w żywieniu królików. Sama łodyż­ka byłaby niewiele warta. Ale jedzą lucernę w całości.


To ich przysmak?
Zwłaszcza młode pędy lucerny. Oprócz zielo­nego, podaję królikom ziarno jęczmienia i specjalną granulowaną paszę, a także witami­ny i kokcydiostatyki, czyli preparaty przeciwko chorobom.

Urozmaicona dieta?
Zdecydowanie. Latem, oprócz zielonej lucerny, dostają swój przysmak, czyli marchewkę i inne warzywa. Chętnie jedzą owoce, a zwłaszcza jabłka. Oczywiście zimą podstawą jest siano, ale też uzupełniane warzywami, głównie burakami. Klatki czyszczę co cztery dni, posypuję prepara­tem odkażającym o przyjemnym zapachu ziół, utrzymującym prawidłowe warunki zoohigie­niczne. Suche odkażanie to nowość w hodowli.

Zadziwiająca jest wielkość tych królików. To prawdziwe olbrzymy!
Nie na darmo ta odmiana nosi nazwę olbrzym belgijski. Mam w hodowli samice ważące w granicach 10 kg. Samce są o około 10 proc. lżejsze.

Olbrzym - bo wielki, a belgijski - bo z Belgii?
Rasa inaczej nazywana jest flandryjską, pochodzi z Belgii, z okolic miasta Gent. Podobno historia hodowli sięga roku 1825. Olbrzymy belgijskie prawdopodobnie powsta­ły z krzyżowań wielu ras mięsnych i futerko­wych. Po koniec XIX wieku zostały wywiezione do Ameryki w celu powiększenia masy ciała przez krzyżowanie z lokalnymi rasami królików. Już od 1910 roku pojawiały się na wystawach królików dużych ras. To najstarsza rasa.

Kiedy zainteresował się Pan hodowlą króli­ków?
Już jako nastolatek hodowałem króliki, ale wtedy były to zwykłe mieszańce. Nie było wtedy dostępu do królików rasowych. Dopiero na przełomie lat 70. i 80. zająłem się angorami, hodowanymi na wełnę. Od czterech lat poświę­ciłem się wyłącznie rasowym olbrzymom belgij­skim szarym. Pierwsze olbrzymy - dwie samice i samca - nabyłem od hodowcy z Sulęcinka z Wielkopolski. Później systematycznie dokupo­wałem króliki z innych hodowli, cały czas szukając najlepszego materiału genetycznego. Królikami wymieniamy się też między kolega­mi ze związku. Przywożą ciekawe egzemplarze z wystaw w Niemczech. Istnieje ścisła współpra­ca między hodowcami.

Czy w regionie jest Pan jedynym hodowcą olbrzymów?
W województwie hodują tę rasę jeszcze koledzy w Paliwodziźnie koło Golubia-Dobrzy­nia i w Koronowie.

Dlaczego zdecydował się Pan akurat tę rasę?
Uważam ją za najpiękniejszą. Zdecydowałem się na odmianę szarą, choć występują olbrzy­my w innych barwach: czarne, szynszylowate i białe, a ostatnio o odcieniu żółtym i niebie­skim! Imponująca, potężna budowa, wielkie, sterczące uszy, układające się w kształt litery „V” niejednego wprawiają w osłupienie! Duża głowa, długi tułów, wielkie, silne tylne łapy. Roczne zwierzęta osiągają masę ciała 8-10 kg. To największa rasa królika na świecie.

Jak wypada w porównaniu ze zwykłym króli­kiem?
Można śmiało powiedzieć, że jest dwa razy większy, bo zwykłe króliki osiągają wagę od 4,5 do 5 kg.

A ile kosztuje taki okaz olbrzyma?
U nas cena kształtuje się od 400 do 600 zł, a maksymalną ceną, z jaką się spotkałem na jednej z wystaw niemieckich, było 250 euro.

Jeździ Pan ze swoimi królikami na wystawy?
Od czterech lat należę do Krajowego Związ­ku Hodowców Królików z siedzibą w Gnieź­nie. Dzięki temu mam kontakty z innymi hodowcami i liczne okazje, by pokazywać swą pracę hodowlaną na wystawach. Możliwo­ści jest wiele: wystawy w Przysieku, Miniko­wie, Chełmży, Toruniu, w Gnieźnie i Poznaniu. Aktualnie wystawiam króliki w Przysieku na „Barwach lata - darach jesieni”, a w paździer­niku zamierzam uczestniczyć w wystawie w Gnieźnie.

Występy publiczne wymagają szczególnych zabiegów?
Już na miesiąc przed wystawą obcinam pazur­ki, żeby nie były przerośnięte, regularnie czeszę je, by miały sprężystą, gładką i lśnią­cą sierść, bez przeżółceń i martwych włosów. W tej chwili zaczynają linieć, bo nadchodzi czas zmiany futerka przed zimą. Króliki same świetnie sobie radzą z higieną, bez proble­mów czyszczą sobie nawet swoje długie uszy. Oczywiście, pod warunkiem, że przebywają w czystych królikarniach.

Zabierając je na wystawę, wyjmuje je Pan z klatki za uszy? Powszechnie tak się uważa.
Tego nie wolno robić! Należy jedną ręką schwycić królika centralnie za skórę na grzbiecie, a drugą ręką podtrzymywać pod brzuchem. Wówczas zwierzątko jest spokojne, nie wyrywa się, nie drapie...

fot. Jacek Smarz



Czy królik może być agresywny?
Sporadycznie, jedynie podczas karmienia, bo broni swojego terytorium. Czasami może doskoczyć do ręki karmiciela, wprawdzie nie ugryzie, ale nabiera postawy obronnej i wyczekuje, co będzie się działo. Dlatego przy karmieniu, po otwarciu klatki, każdego królika najpierw głaszczę, a dopiero później zasypuję karmę. W ten sposób królik staje się łagodny, bo wie, że mu nie zrobię krzywdy.

Co króliki lubią najbardziej?
Gdy otwieram klatkę, to kładą się i oczekują pieszczot. Zachowują się podobnie jak koty czy psy. Nie są płochliwe, jak powszechnie sądzi się o królikach. Często wypuszczam je, żeby sobie pobiegały po królikarni. Wtedy obserwuję, czy są zdrowe, czy są spraw­ne ruchowo. Jeśli skaczą jak młode gazele, to wiem, że są pełne sił witalnych.

Czy króliki też chorują?
Zabezpieczam je przed ewentualnymi choro­bami. Króliki są szczepione dwa razy do roku na myksomatozę i na pomór, są regularnie odrobaczane. W oknach mam zamontowane moskitiery, żeby chronić stado przed komara­mi, które przenoszą myksomatozę.

Zdrowe, dobrze odkarmione, pełne sił wital­nych łatwo się rozmnażają jak to króliki?
W przypadku olbrzymów jest to nieprawdzi­we, bo to rasa trudna w hodowli - rasa królików późno dojrzewających. Samice osiągają pełną dojrzałość płciową w wieku ośmiu miesięcy, a samce dwa miesiące później. Jednak zalecane jest dopuszczanie do samic dopiero, gdy młode samce skończą rok. To nie wszystkie przeszko­dy. Zdarza się, że samiczki mają tendencję do zatuczenia i stają się niechętne... do kocenia. Trafiają się też wyrodne matki, które porzucają miot lub zagryzają młode. To rasa wymagająca wielu starań.

Panu jednak się udaje sztuka powiększania stada?
Zazwyczaj mam w stadzie podstawowym sześć samic i trzy samce, które nie są spokrewnione, żeby rasa się nie degenerowała. Samice robią w rogu klatki gniazda, wyścielają je puchem i tam się kocą. Stwarzają sobie warunki nieco zbliżone do natury, gdzie dziko żyjące zwierzę­ta wychowują młode w głębokich norach. W wykotnikach czują się bezpiecznie i w nich przebywają z młodymi. W miotach jest zwykle sześć-siedem króliczków. Młode otwierają oczka po 11 dniach, a po 17 opuszczają gniaz­do. Są to ich pierwsze wypady z wykotników. Z matką przebywają przez dwa miesiące, po czym zostają odsadzone do osobnych klatek.

A później idą na rzeź? Są przecież z reguły hodowane ze względu na smaczne mięso...
Powiem szczerze, że nie jadam mięsa królicze­go, jak zresztą cała moja rodzina. Nie mógłbym zabić i zjeść zwierzaka, którego z miłością hoduję. Nie prowadzę produkcji mięsnej, a jedynie sprzedaję chętnym młode króliczki do dalszej hodowli. Króliki są piękne, traktuję je, jak kotki czy pieski.
Trudno zjeść przyjaciela. Lubię wieczorem, po pracy na gospodarstwie posiedzieć w królikarni i przy kawie zrobionej przez żonę podziwiać moje stado. To dla mnie najlepszy odpoczynek.


JAN STRZELECKI


członek Krajowego Związku Hodowców Królików, czwartą kadencję pełni funkcję sołtysa w Jedwabnie, gm. Lubicz, gospodaruje na 12 ha, specjalizuje się w hodowli trzody chlewnej. Żona Irena, najstarszy syn Wojtek, córka Michalina i najmłodszy Bartosz, wykazujący zainteresowania rolnicze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.