Wtorek, 25 września 2018

DAWNO TEMU NA POMORSKIEJ WSI

- Robię swoje, co mi podpowiada dusza, bo lepiej robić coś niż nic i tylko kwękać - twierdzi Adam Kozłowski, pasjonat historii, kustosz założonej przez siebie Regionalnej Izby Historii i Tradycji w Łysomicach pod Toruniem.

Jan Oleksy

Tagi: RiR WIEŚ TRADYCJA WIEŚ POMORSKA ZWYCZAJE

24 czerwca 2016, aktualizowano: 24-06-2016

Czy możliwy jest powrót do przeszłości? Oczywiście, tak! Taką niezwykłą podróż w czasie można odbyć w Łysomicach, gdzie od trzech lat działa muzeum poświęcone dawnej wsi. Powstało dzięki pasji i historycznym zainteresowaniom Adama Kozłowskiego, dla którego kultywowanie trady­cji mieszkańców naszego terenu z przełomu XIX i XX wieku stało się misją.


Ocalić od zapomnienia



- Muzeum założyłem z pobudek patriotycznych i… społecznych, bo zależało mi na zachowa­niu pamięci o biednych mieszkańcach ziemi chełmińskiej, o rolnikach, o rzemieślnikach, którzy żyli i działali na naszym terenie. Chcia­łem ocalić ich od zapomnienia - wyjaśnia Adam Kozłowski.
Zwiedzanie Regionalnej Izby Historii i Tradycji nie byłoby tak owocne, gdyby nie towarzyszyły mu ciekawe opowieści kustosza Adama. Opro­wadzanie zaczęło się od ekspozycji kowalskiej, a skończyło na regionalnych perełkach, takich jak kompletnie wyposażona kasa Banku Ludo­wego w Siemoniu czy przedwojenny Urząd Gminy w Lulkowie.

Przedmioty z historią



Panu Adamowi udało się zebrać prawie cztery tysiące eksponatów, więc jest co oglądać. Każdy ma swoją historię. Zna ją kustosz. To budzi szacunek. - Jak przychodzi grupa zwiedzających, to się cofam o 150 lat i opowia­dam, jak wyglądało dawne życie na wsi, przekazuję wiadomości o zgromadzonych przedmiotach, bo każdy ma własną historię. Wyjaśniam, w jakim czasie powstały i kto ich używał - tłumaczy.

Pełny obraz wsi



Dzięki rekonstrukcji wiejskiej chałupy szeroko eksponowany jest temat miesz­kania ludzi biednych na ziemi chełmiń­skiej z kompletnym wyposażeniem, na przykładzie wnętrza kuchni i izby gościn­nej. - Pokazuję chatę chłopów, zarówno tych, którzy mieszkali tu od wieków, jak i tych, którzy przyjechali na te tereny po odzyskaniu niepod­ległości w 1920 roku i po II wojnie światowej - tłumaczy Adam Kozłowski.
Dalszą część ekspozycji stanowią narzędzia rzemiosła wiejskiego, z jego ostatnim, cennym nabytkiem, jakim jest ponadstuletnia ostrzałka do noży, z którą biedni Żydzi chodzili po wsiach.

Jak w dawnej szkole



Pomieszczeniem inspirującym do wspomnień jest zrekonstruowana izba szkolna (nie klasa!). Ciekawostkami są autentyczne ławki szkol­ne z 1928 r. Używane były do lat 60. Uwagę zwraca też tabliczka, na której uczniowie pisali rysikiem z glinki. - Spotkałem w regionie świątków, którzy pamiętali, że do 1945 r. uczyli się na nich pisać - dopowiada pan Adam. Szcze­gólnie oryginalnym eksponatem jest „Śpiewnik polski z melodiami dla towarzystw ludowych polskich na ziemiach Prus Zachodnich”, wydru­kowany w Pieniążkowie w końcu XIX w. Kustosz zaśpiewał jedną z piosenek, mówiącą o tym, jak kiedyś wyśmiewano posłów, którzy jeździli na sejm do Warszawy. Ostatnio z zasobów tego śpiewnika korzystał zespół ludowy z Bobrowa.

Nie pluć na podłogę



Niezwykle ciekawym eksponatem, wręcz ewenementem na wielką skalę, jest ręcznie wykonana, przedwojenna mapa województwa pomorskiego ze stolicą w Toruniu. Imponujący obszar - od Radziejowa na Kujawach do Jastrzę­biej Góry nad morzem.

Wiele w zbiorach muzeum takich regio­nalnych smaczków, jak chociażby między­wojenne szyldy, np. Urząd Stanu Cywilnego w Lulkowo, które wówczas było siedzibą gminy, czy tabliczka urzędowa z kuriozalnym napi­sem „Nie pluć na podłogę”. Zainteresowanie budzą różnego rodzaju dokumenty, np. monit kontroli skarbowej z 1929 r., stwierdzający, że gorzelnia w Dźwierznie nie rozliczyła się nale­życie z wyprodukowanego alkoholu.
Prawdziwym rarytasem tej muzealnej kolekcji jest jedyny w Polsce, kompletnie wyposażony punkt kasowy Banku Ludowego, który działał w Siemoniu. Dziś już nie istnieje, a na jego miej­scu stoi pamiątkowy kamień. Wszystkie sprzęty w tym punkcie są autentyczne, łącznie z wiesza­kiem, na którym wisi stare palto kasjera.

W poszukiwaniu korzeni



Pan Adam jest świetnym gawędziarzem, dlate­go nauczyciele chętnie przeprowadzają u niego lekcje historii. Odwiedzają go również liczne wycieczki z regionu, z kraju, a nawet z Florydy, studenci piszący prace magisterskie, a także zwykli miłośnicy historii. - Chętnie udostępniam swoje zbiory, zwłaszcza najmłodszym zwiedza­jącym, bo zależy mi na edukacji patriotycznej zgodnie z myślą „Wyrośniem tęgo i na schwał dla ciebie polska ziemio”… Trzeba pokazywać to, co było, bo to, co jest każdy widzi. Zająłem się gromadzeniem dawnych przedmiotów, które przypominają nam o naszych korzeniach - przekonuje kustosz, który pisze w jednym z wierszy: „Bez korzeni nie żyje, drzewo zboże i chwast, bez korzeni człowiecze, nie byłoby nas”. Bo trzeba wiedzieć, że ważną rolę w życiu pana Adama odgrywa też poezja. Pan Kozłow­ski pisze wiersze od blisko dwudziestu lat.

W stroju ziemi chełmińskiej



Bakcyla historii połknął już w szkole podsta­wowej. Jego nauczycielka od historii mawiała: „Adaś, ty będziesz miał kiedyś z historii pożytek”. Być może wykrakała... - Dlatego postanowi­łem zająć się dawnym wiejskim życiem, prosty­mi przedmiotami, pomorskim strojem, który zniknął już w XIX wieku. Wspólnie z regionalistą Darkiem Mellerem staramy się odtworzyć strój ludowy ziemi chełmińskiej. Niemcy w połowie XIX w. wyparli stroje ludowe polskich pracowni­ków folwarcznych i wiejskich, dając im w zamian ubrania robocze. Chłopi korzystali z darmowych ubrań, zarzucając własny strój - wyjaśnia kustosz łysomickiego muzeum, występujący podczas oprowadzania w eleganckim stroju pomorskim.

Żal nawet w trumnie



Eksponaty to efekt wieloletnich poszu­kiwań podczas wędrówek terenowych i zwykłego chodzenia po ludziach. Każdy przedmiot jest autentyczny i najczęściej pochodzi od ludzi, którzy go używali. Pierw­szy eksponat pozyskał krótko po wojsku. Było to w1969roku.- Robięswoje, co mipodpowiada dusza - to motto mojego działania. Nie chodzi w tym wszystkim o fortunę, nie chodzi o pieniądze - wyjaśnia kustosz. Ale przy okazji stał się sławny. - Sławy nie należy odpychać. W przyszłości może któryś syn albo jakaś instytucja zajmie się zbiorami? Nie chciałbym, żeby to zostało sprzedane, bo będzie mi żal nawet w trumnie - wyznaje ze śmiechem.

*ADAM KOZŁOWSKI
mieszka w Łysomicach koło Torunia. W swoim życiu wykonywał wiele zajęć. Dziś jest kustoszem założonej przez siebie Regionalnej Izby Historii i Tradycji. Ten miłośnik historii i lokalny poeta przed kilkoma dniami został laureatem plebiscytu „Nowości” na Seniora Roku.