środa, 18 lipca 2018

Na tropie polskiego czosnku

Ten zagraniczny wcześniej trafia na polskie rynki. Zwykle dostępny jest już od początku czerwca, podczas gdy polski czosnek przywożony jest do sklepów dopiero pod koniec czerwca lub na początku lipca.

Lucyna Tataruch

Tagi: RIR rolnictwo uprawy czosnek Polska Chiny

24 czerwca 2016, aktualizowano: 24-06-2016

Mówi się, że polski czosnek jest lepszy od importowa­nego, głównie ze wzglę­du na swoje właściwości zdrowotne. Hodowcy zgodnie podkre­ślają, iż bardzo często od zagranicz­nych odmian odróżnia go aromat, który świadczy o dużej zawartości fitoncydów, działających zbawien­nie na schorzenia dróg oddecho­wych i kłopoty z odpornością organizmu. To naturalny antybiotyk - powtarzają nasze babcie i można im wierzyć na słowo.


- Od dawna też wiemy, że lokalne produkty, uprawiane na ziemiach blisko nas, w naszym klimacie i w znanych nam warunkach, są dla nas lepsze niż te, które muszą przebyć pół świata, aby trafić na polskie stoły - dodaje Alojzy Grochowalski, hodowca czosn­ku z Chomiąży Szlacheckiej. - To znana zasada. Tutaj hodujemy odmianę, która jest opracowana przez polskich naukowców.

Mimo to krajowa produkcja nie pokrywa całego zapotrzebowania na to warzywo. Szacuje się, że wyno­si ona około 10 tysięcy ton. Według danych Głównego Urzędu Staty­stycznego w 2015 roku importowano 5180 ton czosnku o wartości 34,5 milio­na złotych.
Co ciekawe, widać dużą dyspro­porcję między pierwszym i drugim półroczem, kiedy to do Polski trafi­ło 2453 ton za 18,2 miliona złotych (w tym najwięcej z Hiszpanii - 976 ton, kolejno z Portugalii - 538, Egiptu - 497 i Chin - 227). Oznacza to spadek wolumenu o 10 procent i wzrost wartości importowanego czosnku o prawie 12 procent.

Dawniej Chiny



Do niedawna to właśnie chiński czosnek zalewał europejskie rynki. Jego popularność przez lata nie mala­ła, nawet po tym, jak - według portalu Fresh Market - świat obiegły informacje o skażeniach chińskich gleb i co za tym idzie, wielu upraw. Produkcja czosn­ku stała się polem ostrej konkurencji, gdzie na arenie międzynarodowej główni gracze znani byli od dawna. Jeszcze w 2010 roku z Chin pochodzi­ło 75 procent światowego czosnku w liczbie około osiemnastu milionów ton rocznie. 150 tysięcy ton pocho­dziło z Hiszpanii i była to połowa tego, co trafia na rynki starego kontynentu. W polskich realiach, jak widać, propor­cje te się odwracają.

Importowane nie zawsze tańsze



Co jednak z polskim czosnkiem? Dlacze­go szacunkowo ponad połowa sprowa­dzana jest z tak daleka? W pierwszej myśli kluczem wydaje się być cena. Zagranicz­ny czosnek kojarzony jest jako ten tańszy, chociaż - jak tłumaczy Alojzy Grochowal­ski - nie zawsze tak jest:

- U mnie od 5 lat ceny są takie same. Główka w gabarycie 5-6 da sprzedawana jest za złotówkę. W sklepie oczywiście później może być nawet dwa razy droższa. Mieszanka mniejszych i większych główek kosztuje 12 złotych za kilogram. I to się nie zmie­nia. W porównaniu z importowanym czosnkiem ta cena nie zawsze jest wyższa, chociaż zdarza się tak w czerwcu i lipcu.

Spowodowane może być to tym, iż zagraniczny czosnek wcześniej trafia na polskie rynki. Zwykle dostępny jest już od początku czerwca, podczas gdy polskie warzywo trafia do skle­pów dopiero pod koniec tego miesiąca lub na początku lipca.

- Gdy importowany czosnek przy­jeżdża wcześniej w kontenerach do polskich magazynów, to faktycznie od razu zalewa sklepy. Przez to konsu­ment nie ma nawet za bardzo wyboru i kupuje to, co jest dostępne. Wyrów­nuje się to jednak z czasem - wyja­śnia Alojzy Grochowalski. - Dla mnie to jest nie do pomyślenia, że w ogóle czosnek na przykład z Chin jest tańszy, biorąc pod uwagę transport i tym podobne czynniki. Trzeba jednak mieć na uwadze to, że część takiego towa­ru może pochodzić z przemytu, w grę wchodzą też inne koszty pracy oraz wiele podobnych kwestii. A u nas, przy zbiorach, nie ma na przykład możli­wości automatyzacji pracy.

Świadomi konsumenci



W sklepach jednak coraz częściej słychać pytania o krajowe produkty. Klienci są już zdecydowanie świadomi w kwestii walorów lokalnych upraw i chcą wspierać polskie hodowle. Wobec tego i o polski czosnek konsu­menci się upominają - nawet w obliczu różnicy cen czy problemów z dostęp­nością produktów z krajowych upraw.

- Nasz czosnek trafia często do restau­racji albo do małych masarni, które stawiają na produkcję opartą o natu­ralne surowce, naturalne komponenty - tłumaczy Alojzy Grochowalski. - Rzadziej zdarza się to ze strony dużych przed­siębiorstw, korzystających z uprosz­czonej technologii, gdzie używa się przetworzonego już czosnku, na przy­kład w formie suszu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.