Wtorek, 19 czerwca 2018

Fot.: Jacek Smarz

Nie chowają głowy w piasek

Trzeba uważać, wchodząc na wybieg, bo gdy struś zaatakuje, będzie walczył do końca, aż przeciwnik przestanie się ruszać - mówi Eugeniusz Tomasik, hodowca z Płużnicy, były prezes Polskiego Związku Hodowców Strusi.

Jan Oleksy

Tagi: RIR hodowla ptaki strusie

24 czerwca 2016, aktualizowano: 24-06-2016

Afrykańskie ptaki na pomorskiej wsi, to oryginalny pomysł na biznes...
Wcześniej zajmowałem się warzywnictwem, następnie sadownictwem, prowadząc przez 17 lat ponad 50-hektarowy sad wiśniowy. Produkcji owoców zaprzestałem, gdy z powo­du niskich cen skupu, dochody zaczynały spadać. Musiałem zmienić profil gospodarstwa.


I tak wpadł Pan na strusie?
W tamtych latach w Polsce zainteresowanie tymi ptakami było jeszcze niewielkie. Pierwsze strusie pojawiły się u nas dopiero w 1993 roku, a moją hodowlę założyłem cztery lata później.

Co Pana do tego skłoniło?
Zainteresował mnie ciekawy program telewizyjny Tadeusza Drozdy, który jeździł po świecie. W jednym z nich przedsta­wiał RPA i Polaka, który przez 25 lat dorobił się na hodowli strusi. Wtedy było dla mnie oczywiste, że strusie żyją w Afryce, tak jak u nas sarny. Ale strusie w Polsce? Jednak temat wcią­gnął mnie do tego stopnia, że zainteresowałem się proble­mem hodowli strusi, pozyskiwaniem mięsa, piór, skóry...

... i jaj...
... jaja przede wszystkim do celów reprodukcji. Zastanawia­łem się wówczas, dlaczego Polak może je hodować w Afryce, a w Polsce nie może? Okazało się, że może.

Klimat nie przeszkadzał?
Strusie hoduje się nawet na Syberii. Poznałem takich zapaleń­ców w 2003 roku na kongresie hodowców strusi w Moskwie.

Strusie wytrzymują także mrozy?
Na Syberii hodowane są w olbrzymich halach, a na wybieg wychodzą jedynie w ciepłe dni. U nas strusie wychodzą na zewnątrz przez całą zimę, wręcz wskazane jest, żeby prze­bywały na powietrzu. Jedynie trzeba dostarczać strusiom ciepła do szóstego miesiąca życia, dlatego, że nie potrafią same się ogrzać. Nie mają jeszcze właściwej przemiany mate­rii. Chociaż dwumiesięczne czy trzymiesięczne przy minus 10 stopni też mogą wychodzić na krótką przebieżkę. Strusie muszą być w ruchu, to nie są ptaki w pełni udomowione. Są ciągle półdzikie.



Wróćmy do Pańskiej hodowli. Na początek kupił Pan parkę?
W 1997 roku kupiłem 30 sztuk rocznych ptaków. Sprowadziłem je z Danii. Dopiero po dwóch latach zaczęły znosić jaja. Najbar­dziej obawiałem się przyjścia na świat piskląt, bo brakowało mi doświadczenia. Każdy upadek ptaka to duża strata. W tamtych czasach roczny ptak na polskim rynku kosztował około 7 tys. zł. I tak zaczęło się znoszenie jaj, reprodukcja i rozwój hodowli. W szczytowym okresie stado liczyło ponad 300 strusi.

Jak długo wysiadują jaja?
Wysiadują w naturalnym środowisku, w niewoli robi się to w sztucznych warunkach. Ptaki nie mają swobody wysia­dywania, są różne zakłócenia, mącące spokój. Ponadto, jak będą wysiadywać, to nie będą znosić jaj, a w hodowli nie o to chodzi. Więc zbieramy jaja…

… i wkładacie do inkubatora?
Okres wylęgu wynosi 40-42 dni. Zależny jest od zadanej temperatury. Inkubator to nie jest tylko szafka, zapewniająca odpowiednią temperaturę, ale zaprogramowane urządzenie, które co godzinę przekręca jaja o 120 stopni, utrzymuje odpo­wiednią wilgotność, temperaturę i dostarcza świeże powie­trze. Wszystko po to, żeby zarodki dobrze się rozwijały.

Pisklę po wyjściu z jaja wymaga szczególnej opieki?
Musi być pielęgnowane przez człowieka. Nie wolno dopusz­czać ich do połączenia ze starszymi ptakami. Najtrudniejsze w hodowli są wylęgi i odchów do pierwszego miesiąca. Młode są zawsze hodowane oddzielnie, bo potrzebują innych warunków. Z wiekiem zmienia się również sposób karmienia strusi.

Jak wygląda takie menu?
Stosuje się gotowe pasze, ale oczywiście można je wspoma­gać paszą własną: lucerną, zielonką, ewentualnie suszem.

Czy strusie są wyłącznie roślinożerne?
W zasadzie tak, chociaż lubią czasami upolować jakiegoś robaczka czy ślimaka. Młode ptaki trzeba szczególnie chro­nić przed takimi „przysmakami”, które mogą im zaszkodzić.



W stadzie jest przywódca, tak jak kogut pośród kur?
W naturze jest to rodzina - samiec i dwie samice. Tylko silniejszy może posiadać trzy samice. W hodowli, w trosce o odpowied­nie zapłodnienie jaj, stosowałem układ jeden samiec na dwie samice.

Samce walczą między sobą?
W stadzie panuje hierarchia z przywódcą na czele. Walki mają miejsce najczęściej wczesną wiosną przed rozpoczę­ciem godów. Najsilniejszy przewodzi grupie.

Czytałem, że 100 kilo to taka waga średnia.
Sto kilo uzyskuje się po roku życia strusia. Są to ptaki ubojo­we. Natomiast samce, które widzieliśmy na wybiegu, mają po 150 kilo. Samice ważą trochę mniej - 120-130 kg.

Czy struś może być groźny dla człowieka? Naszego fotore­portera nieźle przestraszył.
Należy uważać. Panu Jackowi nic by nie zrobił, bo przed kopnięciem ochraniał go płot. Samo dziobnięcie nie jest strasz­ne, nawet jak złapie za palec, to nie zrobi krzywdy.

Ale wyglądał groźnie...

W sytuacji spotkania z obcym, struś zaczyna prowokować, pręży się, rozkłada skrzydła, robi się potężniejszy, nadyma powietrzem, wydaje odgłosy buczenia. Wtedy czujemy się, jakbyśmy byli na sawannie. W ten sposób odstrasza obcych i pokazuje, kto tu jest panem. Kopnięcie strusia jest porównywalne z siłą kopnięcia konia. Struś zawsze kopie do przodu, a mniejszych przeciwników może podrzucić na wysokość nawet dwóch metrów. Człowiek nie jest wtedy w stanie utrzymać się na nogach. Trzeba uważać, wchodząc na wybieg, bo gdy struś zaatakuje, będzie walczył do końca, aż przeciwnik przestanie się ruszać. On po prostu broni swojego terytorium. Zdarzało się, że jak na wybiegu dopadł kota, to dosłownie wdeptywał go w ziemię. Nawet lew czuje respekt przed strusiem, opiekującym się rodziną.

Struś samiec pomaga w opiece?
Gdy rodzinę tworzy samiec i dwie samice, to jedna z nich jest ważniejsza i tylko ona ma prawo od rana do wieczora zajmo­wać się gniazdem. Natomiast nocą, gdy temperatura spada nieraz do zera, zastępuje ją samiec. Jest większy, lepiej okrywa jaja w gnieździe. Jest czarny, więc mniej widoczny w nocy. Nato­miast w dzień samica często wychodzi z gniazda, staje obok i robi cień, żeby jaja nie przegrzały się na słońcu. Ciekawostką jest fakt, że główna samica stara się, by zniesione przez nią jaja zawsze były w środku, najlepiej dogrzane i zabezpieczone.

Mówi się, że strusie chowają głowę w piasek. To mit?
Polscy hodowcy żartują, że nie chowają, bo się boją kretów. Z moich obserwacji wynika, że podczas burzy z piorunami siadają i kładą płasko głowę na ziemi.

Boją się, bo mała główka na długiej szyi może zadziałać jak piorunochron?
Myślę, że powiedzenie o chowaniu głowy w piasek wzięło się prawdopodobnie z tego, że w sytuacji zagrożenia strusie schy­lają głowy nisko ku ziemi, a ponieważ mają niewielkie głowy, więc z daleka ich nie widać. Wyglądają wówczas tak, jakby chowały głowy w piasek. Lepszego wyjaśnienia nie ma.



Jak się łapie takie wielkie ptaszysko? Na lasso?
Nie jest to trudne, bo struś ma mały mózg, który waży tylko cztery deko. Dla porównania jedno oko - sześć deko. Trzeba go odpowiednio podejść z boku i zasłonić mu oczy. Jedną ręką łapie się strusia za dziób, a drugą zaciąga specjalny rękaw na głowę. Wtedy nie jest już groźny, można go spokojnie prowadzić.

Prowadzić do rzeźni?
Struś, od 10-15 miesiąca nadaje się do uboju, sprzedaje się go jako żywiec. Sam ubój jest inny niż w przypadku zwierząt rzeźnych. Strusia trzeba najpierw ogłuszyć, spuścić krew i bardzo szyb­ko oskubać z piór, by dziurki po nich zdołały się zamknąć.

Można kupić mięso strusie?
Mięso w ponad 90 procentach jest wysyłane za granicę, głównie do Szwajcarii i Austrii. Polska jest dużym dostawcą mięsa strusiego na rynek europejski.

Pan jada strusinę?
Jak się hoduje, to jest okazja, by jadać. Mięso jest czerwone, w smaku przypomina pomiesza­nie młodej wołowiny i sarniny.

A co z piórami?
Pióra wykorzystywane są wyłącznie do celów dekoracyjnych, do strojów grup tanecznych.

Ale jest zapotrzebowanie na skóry?
Można z nich wyrabiać dosłownie wszystko - portfele, buty, nesesery. Pokażę panu moją teczkę, zrobioną ze strusiej skóry. Ta skóra ma wytrzymałość podobną do skóry krokodyla. Trwała, odporna na wilgoć, z efektownymi, naturalnymi wypustkami po piórach.

Z jaj można usmażyć jajecznicę?
Tak. Średnio jajo waży ok 1,5 kg i jest odpowied­nikiem mniej więcej 27 kurzych jaj. Strusie jaja są bardzo zdrowe, mają podobne walory do jaj przepiórczych.

Ale mają twardą skorupę.
Człowiek może stanąć na strusim jaju i go nie zgniecie. Musi mieć wytrzymałą skorupę, skoro wysiaduje je także samiec ważący 150 kilo.

Czy hodowla strusi jest opłacalna?
Ciągle jest opłacalna, ale ja pomału przechodzę na emeryturę. Od trzech lat zmniejszam hodow­lę. Zostawiłem małe stadko, które jest atrakcją mojego gospodarstwa agroturystycznego. Myślę, że na strusiu można zarobić na czysto minimum 300 zł. Wszystko oczywiście zależy od kosztów utrzymania. Podstawowym kosztem jest pasza. Struś w okresie hodowlanym, czyli w ciągu roku, żeby osiągnąć wagę 100 kg musi zjeść około 400 kg paszy. Do tego dochodzą koszty ener­gii elektrycznej. Trzeba wszystko przekalkulo­wać, a przy cenie 12-13 zł za kg żywca, wartość 100-kilogramowego ptaka łatwo wyliczyć.

Co było największym problemem w hodowli?
Z problemami hodowlanymi dawaliśmy sobie radę, bo współpracowaliśmy ze znanym na świecie naukowcem prof. Jarosławem Olavem Horbańczukiem, wiceprezydentem Światowego Związku Hodowców Strusi. Obecnie jest on dyrektorem Instytutu Gene­tyki i Hodowli Zwierząt PAN. Profesor miał wiedzę naukową, a ja praktyczną. Taka współ­praca okazała się owocna dla obu stron.

Choroby nie spędzały snu z oczu?
Korzystałem z pomocy zaprzyjaźnionych leka­rzy weterynarii, którzy mieli doświadczenie w leczeniu strusi. Ptaki najczęściej nękała grzy­bica przełyku i dróg oddechowych. Te choroby spowodowane były przede wszystkim wilgot­nym klimatem, do którego afrykańskie strusie nie mogły się przyzwyczaić.

Co Pan poradzi tym, który chcą zacząć przygodę ze strusiami?
Ważne jest zaangażowanie i odpowiedzialność. Ciągle trzeba doglądać hodowli. Nie można przegapić czasu wylęgu. Niektórzy dziwili się, że w nocy uczestniczę przy narodzinach piskląt. W 20-30 procentach przypadków trzeba im pomagać w przyjściu na świat i zastąpić praw­dziwych rodziców.

Pisklak jest od razu samodzielny?
To jest pozagniazdowiec, więc bardzo szybko zaczyna biegać. Rodzice go nie karmią, musi się sam wyżywić. Mały struś bez jedzenia i bez picia może przeżyć nawet do 10 dni. Jego organizm absorbuje żółtko, które w tym czasie jest dla niego pokarmem. W taki sposób został zabezpieczony przez naturę


EUGENIUSZ TOMASIK



hodowca z Płużnicy w powiecie wąbrzeskim, założył pierwszą w naszym regionie strusią farmę, w latach 1999-2004 był prezesem Polskiego Związku Hodowców Strusi, żona Mirosława jest prezeską Towarzystwa Rozwoju Gminy Płużnica, mają dwóch dorosłych synów, Roberta i Cypriana.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.