Wtorek, 25 września 2018

Fot.: Jacek Smarz

Wszystko w rodzinie

Nie można być rolnikiem z przypadku - mówią ojciec Jan i syn Piotr Wałachowscy, gospodarze z Brąchnówka.

Jan Oleksy

Tagi: Regionalny Informator Rolniczy

1 marca 2016, aktualizowano: 01-03-2016

W rodzinie Wałachowskich już trzecie pokolenie gospodaruje na roli. Pan przejął gospodarkę po ojcu. To było oczywiste, że zostanie Pan na wsi?
Jan: Już w czwartej klasie szkoły podstawowej narysowałem oborę, a moja wychowawczyni pokazała rodzicom to dziecięce dzieło. Wspólnie z tatą w 1981 roku wybudowaliśmy taki budynek. Obora na bydło mleczne stoi do dzisiaj, nadal jest funkcjonalna. Po podstawówce poszedłem do szkoły rolniczej, miałem również możliwość dostania się na agrolotnictwo... Tata z bratem wybili mi jednak z głowy samoloty, przekonując, że latanie nisko nad ziemią jest zbyt niebezpiecznym zajęciem.


I w efekcie nie odleciał Pan z gospodarstwa...
Jan: Po szkole wróciłem do gospodarstwa rodziców. Wkrótce się ożeniłem i po śmierci taty, od 1985 roku, wspólnie z żoną Teresą prowadzimy odziedziczone gospodarstwo. Wówczas było to 16 hektarów. Dzisiaj dwóch synów ma swoje gospodarstwa, a łączna powierzchnia, na której wspólnie pracujemy, to 270 ha łącznie z dzierżawami. A w związku z tym, iż wszyscy lubimy maszyny rolnicze, to sprzętu mamy tyle, że dwa razy więcej ziemi moglibyśmy obrobić. Mamy trzy oddzielne gospodarstwa rolne, ale działające jak jeden organizm.

http://m.7dni.pl/2016/03/orig/2e94b-344381.jpg

Piotr jest już trzecim pokoleniem na gospodarstwie. Co Tobą kierowało, że wybrałeś szkołę rolniczą, a potem studia rolnicze? Chciałeś kontynuować tradycję rodzinną?
Piotr: Już w wieku 12 lat wiedziałem, co chcę robić w życiu. Koledzy wymyślali, że będą piłkarzami, policjantami, a ja miałem sprecyzowane plany - chciałem być rolnikiem. Mało tego - rolnikiem hodowcą. Nic dziwnego, że poszedłem do szkoły średniej rolniczej, tej samej, którą ukończył tata. Żadnych nacisków ze strony rodziców nie było. Szkołę średnią skończyłem z najlepszym wynikiem. Wygrywałem konkursy wiedzy rolniczej i zawody z typowych umiejętności rolniczych, np. takich, jak orka. Duża w tym zasługa mojego ojca. Wiedzę praktyczną wyniesioną z domu starałem się łączyć ze szkolną teorią. Dzięki temu byłem zawsze na bieżąco z nowościami rolniczymi oraz innowacjami w rolnictwie.

Co zawdzięczasz ojcu?
Piotr: To, że w ogóle jestem!

A mniej filozoficznie?
Piotr: Tata nauczył mnie właściwego stosunku do pracy, by to nie była tylko praca, ale sposób na życie, by sprawiała przyjemność. Dzięki temu nie narzekam rano, że znowu muszę iść do roboty, tylko wstaję z uśmiechem, nawet gdy jest to 3.30 w nocy.

Panie Janie, jak patrzy Pan na syna, to co Pana cieszy, zaskakuje? Czy jest coś, czego nie umiałby Pan zrobić albo on to robi lepiej?
Jan: Dla każdego z rodziców jest satysfakcją, jak ma takie dzieci, z których jest w pełni zadowolony. Nie tylko Piotr, ale i pozostali dwaj - Mariusz i Tomek - są moją radością. Dwaj starsi ukończyli studia rolnicze, a najmłodszy jeszcze studiuje biotechnologię. Tomek poszedł w innym kierunku, bo ilu rolników Wałachowskich może być w Brąchnówku?!

Czy w gospodarstwie rodzinnym każdy zna swoje miejsce w szeregu?
Piotr: My nie znamy swojego miejsca w szeregu, bo jak ktoś je zna, to wie, że jest z tyłu. A my wszyscy jesteśmy z przodu. Nad nami jest tylko Pan Bóg. Każdy z nas ma swoje konkretne prace, nikt mu się nie wcina, ani nie mówi, jak ma robić, bo każdy swoje obowiązki wykonuje rzetelnie.

Czyli ojciec nie zrobił Ci zakresu obowiązków...
Piotr: Zupełnie nie. Każdy z nas może sobie każdego dnia sam poradzić na gospodarstwie, ale w trzech jest łatwiej, szybciej, a czasem... zabawniej.

Czy korzystasz z rolniczych doświadczeń ojca?
Piotr: Można powiedzieć, że więcej rozwiązań, pomysłów, wiedzy wyniosłem z domu niż od nauczycieli w szkole średniej.

http://m.7dni.pl/2016/03/orig/f81ac-344382.jpg

Szkoła czasami przeszkadzała?
Piotr: W niektórych przypadkach tak, bo wielu nauczycieli zatrzymało się na etapie rozwoju rolnictwa z lat 70. i dalej już się nie rozwijali. Także wielu rolników w Polsce zatrzymało się na tym etapie. Ich gospodarstwa nadal uzyskują te same wydajności, to samo produkują, nie wprowadzają innowacji. Jeśli chce się prowadzić gospodarstwo rolne na poziomie, to nie wystarczy być o krok do przodu, ale dwa kroki przed tym, który jest krok do przodu.

A Pan korzysta z wiedzy Piotra, wyniesionej ze studiów?
Jan: Muszę przyznać, że tak, bo teoria też dużo wnosi do rolnictwa. Trzeba umieć połączyć praktykę z teorią. Kiedyś sprzęt się nie zmieniał, teraz z roku na rok, z Polagry na Polagrę, jest coraz nowocześniejszy. Do tych zmian potrzeba ludzi z teorią. Podobnie wielki postęp jest również w produkcji roślinnej i zwierzęcej.

W czym się specjalizujecie?
Piotr: Dwa lata temu wpadłem na pomysł opasu młodego bydła. Przegadałem to z tatą i bratem i doszliśmy do wniosku, że to realne przedsięwzięcie. Po kilku zmianach w budynku, który udało się kupić po sąsiedzku, powstała bukaciarnia z prawdziwego zdarzenia, pozwalająca na prowadzenie produkcji na wysokim poziomie.

Wprowadziłeś innowacyjny system?
Piotr: Budynek zaadaptowałem na potrzeby systemu bezuwięziowego, bardzo chwalonego przez fachowców. Zwierzętom zapewniłem nie tylko dobre warunki utrzymania, ale także prawidłowe żywienie.

Byczki lepiej się rozwijają niż na uwięzi?
Piotr: Lepiej się rozwijają, są zdrowsze, a ich mięso jest dużo lepszej jakości, oraz jest mniej pracy przy ich obsłudze...

Jak wygląda taki opas? Kupujesz byczki i...
Piotr: Bierzemy odsadki, buhajki rasy limousine i charaloise w wieku 7-8 miesięcy, ważące około 300 kg, u mnie dochodzą do wagi około 600-700 kg. To bardzo intensywny opas, przyrosty sięgają ok 1500 gramów dziennie. Jeszcze 10 lat temu było to nie do pomyślenia, a dla niektórych jest nie do pomyślenia nawet dzisiaj. Ale to normalny system, który praktykują Francuzi czy Amerykanie przy produkcji wysokiej jakości mięsa wołowego.

Syn produkuje mięso, a Pan mleko. Problem mleczny widzi Pan szerzej, jako wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej OSM w Łowiczu...
Jan: Produkcja mleka to w tej chwili niezbyt opłacalny kierunek, ale w rolnictwie nie można reagować nerwowo z powodu chwilowego dołka. Mam cichą nadzieję, że teraz zaczniemy odbijać się od dna. Prawda jest taka, że w Polsce produkujemy dużo mleka. Na wejściu do Unii mieliśmy produkcję rzędu 7 miliardów litrów, a dzisiaj ponad 10 miliardów mleka, a nie ma na nie rynku zbytu. Polacy nie są „mlekożerni”, jak np. Francuzi, którzy spożywają dwa razy więcej mleka od nas. Cała nadzieja w eksporcie, ale wielki rynek rosyjski przestał dla nas istnieć, a obiecujący rynek chiński jest daleko. Sytuację w mleczarstwie poprawiłby eksport przynajmniej 35 proc. produkcji. Takie załamanie przeżywam nie po raz pierwszy, nie zlikwidowałem tej produkcji w przeszłości, więc myślę, że nadal będę ją kontynuował w naszym gospodarstwie. Chyba, że synowie będą innego zdania.

Jak zabraknie prądu, to umiecie ręcznie wydoić krowę?
Jan: Należę do tej grupy rolników, którzy jeszcze to potrafią. To nie jest lekka praca. W dawnych czasach, gdy często brakowało prądu, to zmuszeni byliśmy kupić agregat prądotwórczy, by dać sobie radę.
Piotr: Ja też sobie poradzę.

Jak się z Wami rozmawia, to czuję optymizm. Wyglądacie na zadowolonych, a przecież na ogół rolnicy narzekają.
Piotr: Narzekanie jest mi obce. Dlaczego płakać? Ale rolnicy zawsze płaczą, bo to cena za niska, bo susza, albo za bardzo obrodziło. Nie można całe życie narzekać, bo to męczy. Myślę, że marudzenie wynika z tego, że narzekający może nie czują radości pracy, a może zajmują się rolnictwem trochę z przymusu. Wtedy nic nie sprawia im przyjemności. Trzeba spokojnie pracować małymi kroczkami, a czasem dużymi susami, jeśli nadarzy się okazja, i iść do przodu, a nie oglądać się za siebie i biadolić.

http://m.7dni.pl/2016/03/orig/c2eb5-344383.jpg

Jedynie na pogodę?
Piotr: Na pogodę nie mamy wpływu, więc po prostu musimy się pogodzić z tym, jaka jest i szukać możliwości dostosowania się do każdych warunków.
Jan: My, rolnicy, zamiast stękać, powinniśmy chodzić z wyprostowanymi plecami. Tego nauczył mnie tata. Przydaje się to zwłaszcza z trudnymi przeciwnikami, jakimi są przedstawiciele handlowi, z którymi musimy współpracować, dobrze negocjować kontrakty. Na szczęście młodzi rolnicy są inni, nie dadzą się zapędzić w kozi róg.

Co Pana najbardziej irytuje?
Jan: Denerwuje mnie nieuczciwość w biznesie, stosunek firm działających wokół rolnictwa do producenta żywności. Martwią mnie także stereotypy, panujące w społeczeństwie. Wszyscy powinniśmy lepiej poznać rolnictwo, wtedy będzie większe zrozumienie. Dam przykład: ktoś napisze w gazecie, że rolnik ma za ciężkie pieniądze ciągnik. A czy to jego wina, że auta są tańsze od sprzętu, a przyczepa więcej kosztuje niż dobrej klasy samochód? Problem stosunku miasta do wsi leży głównie w tym, że za mało wiemy o sobie, powinniśmy wiedzieć więcej.

Twój syn Hubert ma niecałe półtora roku. Czy chciałbyś, żeby w przyszłości został na roli?
Piotr: Jak już będzie miał pomysł na życie i powie, że chce zostać na gospodarstwie, to będę miał mu co przekazać, będzie miał gdzie i czym pracować. To jest dla mnie najważniejsze. Ale nic na siłę.



JAN WAŁACHOWSKI



rolnik z Brąchnówka, gm. Chełmża,
wiceprzewodniczący Rady
nadzorczej Okręgowej Spółdzielni
Mleczarskiej w Łowiczu, wiceprezes
Związku Plantatorów Buraka
Cukrowego przy Cukrowni Chełmża.


PIOTR WAŁACHOWSKI



rolnik, inżynier zootechnik,
absolwent UTP.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-03-2016 21:06

    Oceniono 5 razy 1 4

    - Stanislaw: Taa,niech sie dorobi tylko na rolnictwie,a nie jako przydupas ZSL i wiatrak w centrum wsi za pewnie 30 tyś dzierzawy,synus w AMiRR,tatus stanowiska j.w,i na co tu narzekac ,swiniak przy korycie sie wyrzywi

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz