Wtorek, 22 maja 2018

Fot.: nadesłane

Koń musi mieć warunki

Czy z zabytkowego młyna, zrujnowanego dworu i hektarów chaszczy można zrobić pensjonat dla koni na światowym poziomie? Instruktorki z regionu podjęły to wyzwanie i przywróciły do życia historyczną wieś.

Rafał Kruk

Tagi: RIR rolnictwo wieś agroturystyka stadnina koń

9 października 2014, aktualizowano: 09-10-2014

W malowniczej scenerii krajeńskich łąk znajduje się niewielka miejscowość Wyrza (gm. Mrocza). Na skraju wsi przed przeszło stu laty powstał młyn, zasilany wodami rzeki Orli. Dla służb młynarza wśród okolicznych pól wybudowano osadę Janowo, skąd do dziś zabytkowy budynek, określany niegdyś po prostu „nowym młynem”, nazywany jest Młynem Janowo.
Mozaika stawów, lasów, łąk i pól uprawnych nadawała okolicy niezwykły urok, sam obiekt nie miały jednak szczęśliwej historii. W pierwszej połowie XX w. tereny od prywatnych właścicieli przejęło państwo. Sąsiadujący z młynem dwór został podzielony na mieszkania socjalne, a pozostałe zabudowania zaczęły popadać w ruinę. Wykradano z nich drewno, a w końcu spalono znaczną część młyna. Do dziś zostało z niego niewiele - poza murowanymi ścianami.


Dużo, dużo pracy



- W końcu PGR zwrócił ziemię byłej właścicielce, ale po śmierci męża nie miała już siły, by porządkować teren. Gdy kilkanaście lat temu odkupili go od niej moi rodzice, wszystko było w opłakanym stanie. Jezioro wyglądało jak morze trzciny, park zarastały chaszcze, dom niszczyła zgnilizna, wszystkie budynki nadawały się do generalnego remontu. Za co się człowiek nie chwycił, pojawiały się problemy - wspomina Danuta Gwizdała, dzisiejsza właścicielka stajni „Janowo Młyn”.
Samo karczowanie parku zajęło nowym właścicielom blisko trzy lata. Wykoszono trzciny zarastające jezioro, pękniętą tamę zabezpieczono workami z piaskiem, wyremontowano dom, wydzielono i zaopatrzono pomieszczenia dla turystów, wymieniono pokrycie dachów i przebudowano starą oborę, by mogła służyć za profesjonalną stajnię. To bowiem opiece nad końmi postanowiła się poświęcić pani Danuta.
- Miałam już własną stajnię, startowałam w różnych zawodach, miałam większe i mniejsze osiągnięcia w ujeżdżaniu, więc postanowiłam, że stworzę tu miejsce, w którym będę mogła dzielić się z innymi swoją pasją i doświadczeniem. Sporo jeździłam w kraju i za granicą, widziałam, jak trenuje się w różnych miejscach i teraz chcę uczyć innych tak, jak chciałabym, by kiedyś nauczano mnie - zdradza właścicielka gospodarstwa.

Konie i kucyki



W stajni „Janowo Młyn” mieszka dziś siedem koni i dwa kucyki. Właściciele zostawiają swoje zwierzęta pod opieką doświadczonych instruktorek, które stworzyły pensjonat dla koni z wszelkimi wygodami. Zwierzęta są tutaj nie tylko szkolone, ale również poddawane masażom oraz zabiegom rehabilitacyjnym. Na terenie gospodarstwa o powierzchni jedenastu hektarów znajdziemy pastwiska, elegancką stajnię, lonżownik, padoki, czworobok do jazdy, myjki i solarium dla koni. Priorytetem dla właścicieli jest teraz budowa zamkniętej hali, w której można by trenować jazdę w trakcie zimy.
- Mamy dużo planów - zapowiada Agnieszka Klamborowska, instruktorka z Wyrzy. - Po żniwach będziemy chciały zainstalować oświetlenie oraz pociągnąć wodę do czworoboku. Chcemy rozwijać się w stronę agroturystyki i poprawić warunki mieszkalne. W okolicy się z nas śmieją, że mieszkamy w pałacu, ale ten dom to skarbonka bez dna. Nim skończy się jeden remont, trzeba zaczynać drugi. Chcemy przygotować pokoje noclegowe dla gości, którzy zostawaliby u nas na dłużej i przygotowujemy się do przyjęcia kolejnego konia.

Jakość ponad ilość



W stajni „Janowo Młyn” znajduje się miejsce dla dwunastu koni. Właścicielka gospodarstwa podkreśla, że nie chce, by w przyszłości ilość zwierząt w pensjonacie wpłynęła na jakość ich szkolenia. Im będzie więcej koni, którymi będzie się opiekować, tym więcej instruktorów będzie musiała zatrudnić, a każdy z nich ma swoje własne sposoby i nawyki, co mogłoby doprowadzać do nieporozumień.
- Mamy te same metody nauczania, które stosuje złota ekipa olimpijska z Wielkiej Brytanii. Przez wiele lat jednak uważało się u nas szkołę niemiecką za tę wzorową, którą trzeba naśladować. Ja też byłam tak dawniej uczona i dopiero Danka pokazała mi, że to, co wydawało mi się dobre, niekoniecznie takie było. Dzięki temu udało nam się wypracować wspólną wizję, wedle której chcemy teraz uczyć innych - przyznaje Agnieszka Klamborowska.
Instruktorki z Wyrzy przekazują kolejnym jeźdźcom wiedzę wyniesioną ze stajni Anny Bienias, jednej z najbardziej utytułowanych trenerek z Warszawy i mentorki Danuty Gwizdały. Ich zdaniem powinno się nauczać jazdy lekkiej, sprawiającej przyjemność, a nie sztywniej i wyczerpującej zarówno zwierzę, jak i jeźdźca.

Nauka i zabawa



- Średni żywot konia w polskich szkółkach jeździeckich wynosi trzy lata. Wyniszczone zwierzęta wysyłane są później na Zachód w wiadomym celu. U nas najstarszy koń ma osiemnaście lat, dalej chodzi pod siodłem i ma się dobrze. Konie są bowiem jak sportowcy, potrzebują opieki i odpowiednich warunków - podkreślają instruktorki.
Dlatego też edukują swoich uczniów nie tylko jak wsiąść, jechać i zsiąść z konia, ale przede wszystkim tego, jak o niego dbać. Młodzi jeźdźcy uczą się w Wyrzy, jak czyścić, siodłać i przygotowywać do jazdy zwierzęta oraz jakim zabiegom powinny być poddawane, by na długo zachowały zdrowie i dobrą formę. Ponieważ najlepiej uczy się poprzez zabawę, w stajni „Janowo” organizowane są też festyny, pokazy ujeżdżania, zielone szkoły i półkolonie ze zwierzętami. Nad leżące na terenie gospodarstwa jezioro przyjeżdża też wielu wędkarzy, organizowane też są spływy kajakowe na rzece. W przyszłości oferta gospodarstwa poszerzyć ma się też o organizację wesel.
- Nigdy specjalnie nie dbałyśmy o reklamę, większość klientów to osoby, które mnie wcześniej znały lub usłyszały o nas od kogoś, kto nas zna. Teraz, gdy rozruszałyśmy już trochę naszą działalność, widzimy, jak wiele daje zrzeszanie się w stowarzyszenia. Dołączyłyśmy do „Partnerstwa dla Krajny i Pałuk” i dzięki pomocy Ekomuzeum Doliny Noteci udało nam się ostatnio zorganizować imprezę na blisko 500 osób. Mamy więc spore możliwości, ale wciąż przed nami bardzo dużo pracy - mówi Danuta Gwizdała.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-10-2014 23:12

    Brak ocen 0 0

    - Dominika: Piękne miejsce i profesjonalne instruktorki z super podejściem do dzieci.

    Odpowiedz