Piątek, 25 maja 2018

Fot.: Janusz Milanowski

W grupie lepiej rośnie

Działanie w ramach grupy producentów w istotny sposób zwiększa konkurencyjność na rynku owoców i warzyw. Taki model przekłada się na poprawę efektywności produkcji, dotarcie do szerszego kręgu odbiorców, a także daje możliwość pozyskania unijnego dofinansowania.

Jan Oleksy

Tagi: sadownictwo rolnictwo lokalne grupy producentów

9 maja 2014, aktualizowano: 09-05-2014

Pojedynczym producentom trudno sprostać wymogom rynku. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie grupy producenckie dają szansę na rozwój, na lepszą pozycję na rynku. Pod względem liczby działających grup nasze województwo znajduje się w czołówce.
W grupie producentów owoców i warzyw istnieją dwie kategorie podmiotów: wstępnie uznane i uznane. - W naszym województwie uznanych jest 19 grup, które już skorzystały z pomocy, osiągnęły zakładany poziom rozwoju, stały się samowystarczalne - mówi Andrzej Owczarz, dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Toruniu.


Nasi w czołówce



Grupa producentów, aby się zawiązać, powinna składać się co najmniej z pięciu członków i musi przejść etap nazywany dochodzeniem do uznania. Cały proces związany z rejestracją tej wstępnie uznanej grupy odbywa się w urzędzie marszałkowskim. - W naszym województwie mamy aktualnie 23 grupy na etapie realizacji planu dochodzenia do uznania. Te grupy zrzeszają 141 członków. W Polsce działa 211 grup i tym wynikiem jesteśmy w czołówce europejskiej. Nasz fenomen polega na tym, że wykorzystaliśmy bardzo dużo środków finansowych. Grupom wstępnie uznanym do tej pory udzieliliśmy pomocy finansowej w wysokości ponad 814 mln zł (w skali kraju 6 mld zł) - informuje dyrektor Andrzej Owczarz.
Wsparcie obejmuje dwa obszary: pomoc w pokryciu kosztów administracyjnych oraz pomoc przy inwestycjach. Taka grupa po zawiązaniu się na etapie dochodzenia do uznania musi realizować określony plan, wskazać inwestycje i działania. Okres dochodzenia do uznania nie może być dłuższy niż pięć lat.

Większa siła przebicia



Coraz bardziej wymagający rynek wymusza na producentach wprowadzanie zmian i podejmowanie działań inwestycyjnych, aby nie stracić pozycji rynkowej. Szansą na modernizację produkcji gospodarstwa jest właśnie założenie grupy. Co daje udział w grupie? Korzyści jest wiele. - Zwrócę uwagę na możliwość rozwinięcia się w swoim kierunku, umiejętnego wykorzystania dotacji, udoskonalenia swojej firmy, zakupu potrzebnych maszyn, poprawy technologii selekcjonowania, mycia, polerowania, magazynowania i przygotowania do sprzedaży. Wtedy można dotrzeć do poważniejszych, większych klientów. W grupie łatwiej - wyjaśnia Bartłomiej Zbigniew Dzwoniarkiewicz, wiceprezes Grupy Producentów Owoców i Warzyw „Piast” w Rzepowie k. Kruszwicy. Grupa ma większą siłę przebicia i jest bardziej konkurencyjna na rynku. - Stwarza ponadto możliwość promocji własnych produktów w kraju oraz za granicą, daje możliwość rozwijania kontaktów handlowych poprzez pozyskiwanie kontrahentów krajowych i zagranicznych - uzupełnia dyrektor Andrzej Owczarz.

Przeważają firmy rodzinne



Jednakże, mimo tych wymiernych korzyści, decyzje o zrzeszaniu się rolników nie były masowe. Maryla Bieniek-Majka, autorka pracy wydanej przez KPSW „Grupy producentów owoców i warzyw w świetle zmian legislacyjnych” podkreśla, że przeszkodami były nie tylko uwarunkowania administracyjne, ale także osobowość rolników i ich podejście do wspólnego gospodarowania. Trudnością było znalezienie pozostałych członków. Obserwując istniejące grupy, możemy zauważyć, że przeważają tu firmy rodzinne. Kolejnym problemem był posiadany areał ziemi, często zbyt mały, by móc zapewnić towar zgodnie z podpisanymi umowami z dużymi odbiorcami. Wyraźnie widać, że przewagę mają wielkoobszarowe gospodarstwa o zróżnicowanej produkcji i z większymi możliwościami rozwoju.

Przyszłość grup



Aktualnie funkcjonuje jeszcze stary program, który realizują grupy wpisane do rejestru marszałka do końca 2013 roku. One mogą jeszcze w ciągu sześciu miesięcy od dnia rejestracji składać wnioski o przyznanie pomocy - do 30 czerwca tego roku. - Jeżeli chodzi o nową perspektywę dla plantatorów, to nie przewiduje się odrębnego wsparcia dla grup owocowo-warzywnych - twierdzi dyrektor Owczarz.
Problemy plantatorów
Plantatorzy warzyw i owoców z naszego regionu borykają się, jak to w życiu bywa, z różnymi problemami. - Jeżeli chodzi o technologię produkcji, to najwięcej problemów mają z nawożeniem. Generalnie plantatorzy nie wykonują analizy gleby i nawożą trochę na oko, popełniają też błędy w ochronie roślin - tłumaczy Piotr Borczyński, specjalista z KPODR Minikowo, Oddział w Zarzeczewie.

Choroby i szkodniki



- Wielką bolączką plantatorów są dziesiątki chorób, różnych w zależności od warzywa. Przechowalnictwo też związane jest z chorobami, takimi jak szara pleśń, biała pleśń, zgnilizna twardzikowa, bakteriozy i inne - wylicza Bartłomiej Zbigniew Dzwoniarkiewicz z grupy „Piast”. Na kwestię ochrony roślin zwraca uwagę wielu plantatorów z naszego województwa. - Środki na chwasty czy szkodniki, które były zarejestrowane dwa-trzy lata temu, w tej chwili są bez rejestracji i nie można ich stosować na polskich polach, mimo że używane są w krajach unijnych. W tym wypadku powinienem przejść na uprawę ekologiczną, ale wiadomo, że może ona dotyczyć tylko niewielkich areałów - wyjaśnia Zbigniew Stojko, prezes GPW Stopol z Gąsek k. Gniewkowa.

Problem ze sprzedażą



- Teraz zacznie się problem handlu ze Wschodem, już widzimy skutki embarga w produkcji wieprzowiny i w mleczarstwie. Rosja to ogromny rynek, wchłaniający olbrzymie ilości naszych towarów. A teraz nie wiadomo, jak będzie. Równie kłopotliwa jest nielojalność niektórych firm, które przeciągają terminy płatności lub nie płacą w ogóle - podsumowuje Bartłomiej Zbigniew Dzwoniarkiewicz.

Nie wszyscy się martwią



Na szczęście problemy z rynkiem wschodnim nie dotyczą wszystkich plantatorów. - Dostarczamy warzywa dla przemysłu przetwórczego, nie mamy kłopotów z przechowalnictwem, a przetwórnie sygnalizują nam, że przygotowują produkcję na zwiększonym poziomie, więc ten sezon zapowiada się optymistycznie. Nie ma również niepokojących sygnałów z rynku zbytu, od kontrahentów, chłodni czy zamrażalni - informuje Piotr Marek Czajkowski, prezes Grupy Producentów Owoców i Warzyw „Czajkowscy” z Papowa Toruńskiego. Ci, którzy nie dostarczają towarów na rynek wschodni, widzą przyszłość w optymistycznych barwach. - Od 40 lat hoduję pomidory i truskawki, wszystko dla przemysłu. Pomidory obierane ze skórki do puszek, a truskawki do zamrożenia. Ten rok będzie lepszy, bo pomidora jest mało na świecie, więc będzie w dobrej cenie - sygnalizuje Roman Siewierski, prezes Grupy Producentów Owoców i Warzyw „Siewierski” w Jarantowicach.

W malinowym chruśniaku



Podobne problemy, ale w zdecydowanie mniejszej skali, mają plantatorzy indywidualni. Agnieszka i Kazimierz Maroszkowie z Obiecanowa niedaleko Żnina założyli niedawno plantację malin deserowych, która wymaga zupełnie innego traktowania niż ta, ukierunkowana na zbiór owoców przemysłowych. - Niewątpliwie jednak na produkcji malin deserowych można zarobić więcej niż tych dla przemysłu, sądzimy, że przynajmniej tak będzie w tym sezonie. Myślimy, że dopiero od tego roku nasza plantacja zapewni dobre zbiory malin. Obawiamy się przede wszystkim szkodników i chorób, a zwłaszcza szarej pleśni oraz ewentualnej niesolidności naszych odbiorców - mówi Agnieszka Maroszek.